Archive for the ‘Uncategorized’ Category

Rura zmiękła

Posted: April 7, 2019 in Uncategorized

Widzę, że rura zmiękła. Jak można domagać się kasy od Kaczora? Wszelakie występki Putina jak najazd Krymu, Donbas, Litwinienko, to. tamto są niczym w porównaniu ze zbrodniami kaczyzmu. To tak, jakbyś od Hansa Franka oczekiwał podwyżki.

Nie pod sztandarem konstytucji mobilizuje opozycja swoich akolitów. tylko pod hasłem kasy. Legitymizuje w ten sposób aktualny reżim, który jest straszliwy. Jest tu jakiś racjonalizm, bo Kaczor może da a Tusk czy tam Schetyna nie dadzą na pewno.

Opowieści, że nauczyciele mało zarabiają są w w oczywisty sposób nieprawdziwe. Słusznie Bronek oświadczył, że żyliśmy w złotych czasach. A skoro złote czasy były to Tusk musiał nieba przychylić nauczycielom i doładować towarzycho kasą. Czy jednak nie doładował. W 2015 nie poszli przed wyborami strajkować to widocznie mieli pełno kaski.

Taka podbudowa ideowa strajku – że Koalicja Europejska w ogóle nic nie da i nie ma z nimi co gadać a PiS może coś tam odpali – zdecydowanie poprawiłaby odbiór społeczny tego protestu. Bronek zaleca wzięcie kredytu i zmianę pracy też. W tym kierunku powinny iść działania owego Związku Nauczycielstwa Polskiego. Niech tam się skupią na zmywaku w Anglii, póki jeszcze można. A z protestami powinni się wstrzymać do czasu wygrania wyborów przez Schetynę. Jak utworzy ów Schetyna rząd to chyba im da nawet 2000 do podstawy.

II

CEP Róża Thun und wyzwała na debatę premier Beatę Szydło co jest też śmieszne o tyle, że jest owa Róża wyraźnie za krótka na to. Merkel mogła by tu być jakimś dyskutantem dla Szydło co najwyżej.  Urojenia wielkościowe w Platformie są widoczne dalej. Ciekawe, że ciamajdanu nie robią teraz, przed wyborami. Na pewno by wygrali. W poprzednich eurowyborach cała ta obecna Koalicja miała pińćdziesiąt procent a teraz ledwie o czterdzieści walczy. Nawojowali się przez te ostatnie 4 lata i uznanie społeczne pomnożyli.

Z kolei PiS ogłosił dodatek dla tuczników. Ponoć to jest dodatek europejski. Ciekawe, czemu UE do tucznika dopłaca a nie do nauczyciela. Może niech Broniarz pojedzie do Brukseli i tam protestuje, to mu Tusk da. I Timmermans. Ciekawy będzie układ sił w Europie po majowych wyborach. Wtedy to cała Europa przyjedzie do Warszawy i padnie na ryj przed Kaczorem uznając go swoim wodzem. Będzie się działo.

Advertisements

Państwo opresyjne szwedzkie

Posted: April 6, 2019 in Uncategorized

Co muszę przyznać: lwią część roboty odwaliło Ordo Iuris, które zapewniło opiekę prawną uchodźcom ze Szwecji: Rosjaninowi Denisowi Lisovowi i jego trzem córkom, o czym pisałem. Nie wiadomo dalej, jak się sprawa potoczy bo jeśli trafią na nadzwyczajną kastę to różnie może być. W każdym razie sędzina nasze podjęła oczywistą i słuszną decyzję że na razie mają zostać. A najlepiej by było, gdyby spierniczyli do Kaliningradu i niech ich tam szwedzcy oprawcy szukają.

U nas siły lewicy nabrały na razie wody w usta. Sylwia Spurek nie walczy z przemocą wobec kobiet, Dziewuchu dziewuchą nie demonstrują pod ambasadą Szwecji. Taki lajf. Nie protestują, bo są za przemocą wobec kobiet. Nie za każdą ale w sumie to są. Np. wydanie dziewczynek na pastwę jak najbardziej. Pawel.nn wywodzi w Salonie24, że tam prawa szwedzkiego trzeba przestrzegać. Otóż od czasów Procesu Norymberskiego oficjalnie zbrodniarz nie może powoływać się na przepisy i rozkazy przełożonych, siepacze szwedzcy są tu zatem w pozycji nieciekawej. Szwecja nie wypowiedziała różnych tam takich konwencji, nie wypisała się formalnie z cywilizacji więc nie może sobie pląsać jak chce. (Ciekawe, że argument, że jak ktoś mieszka pod rządami represyjnego reżimu kaczystowskiego to ma się stosować do represyjnych praw Kaczora i trzymać mordę na kłódkę i nie rezonować podawany jakoś nie jest). Poza tym jakby Szwecja była państwem opiekuńczym to by się dziećmi opiekowała a nie poddawała je represjom. I nie świrowałyby na lotnisku na widok oprawców. Słusznie zatem nazwać trzeba kraj ten krajem opresyjnym a nie opiekuńczym. I tak się też powinien sam określić oficjalnie. Kto tu jeszcze fikał? GenekX. Ten to pojechał. Oczywistym jest, ze jeśli mówimy o opiece państwowej tego państwo powinno się opiekować taką rodziną w sytuacji nieszczęścia losowego. Jakby powodem odebrania dzieci była wina umyślna to by inna rozmowa była. Ludzie by jakoś zrozumieli. Z kolei Marek Zegarek a nawet Ajgor nie są tak porąbani.

II Jak się to powinno odbywać

Ci goście co przyjechali ze Szwecji powinni jakoś poważnie wyglądać, niechby se krawat kupili za 20 zł i koszule i marynarkę. Nie mówię, że garnitur od razu. Tu jestem ugodowy i się z postulatu garniaka wycofuje. Państwo jedno reprezentują wszak przed organem państwa drugiego, czyli naszego. Papier jakiś powinni mieć, świstek mówiący, że są reprezentantami w tej sprawie, jakiś wyrok sądu szwedzkiego przydzielający im dzieci z uzasadnieniem, czemu. Niechby był i po szwedzku. A tu nic.image

Podniesiony jest argument, że znamy wersję jednej strony. No ale dlaczego druga strona trzyma mordę w kuble i nie bulgota? Polska jest krajem demokratycznym w którym suwerenem jest Naród i sąd publikując uzasadnienie decyzji informuje suwerena, czym się kierował. I co jest w tym uzasadnieniu? Tamte tłumaczą się, że w mediach takich spraw się nie załatwia. Ale sąd to nie medium i powinni swe argumenta mu przedstawić. A ten by przedstawił je nam w uzasadnieniu. Tymczasem – podkreślam ponownie – sytuacja wygląda tak:

Proces Norymberski ustalił wykładnie, że popełniający występek nie może powoływać się na prawo i przepisy. Tzn może, ale będzie to bezskuteczne. Nie przejdzie opowiastka, że zgodnie z ówczesnym prawem procedował, że przełożeni kazali itp. A niewątpliwie nieuzasadnione odebranie dzieci rodzicom jest występkiem. A skąd wiemy, że było ono nieuzasadnione? Bo nie ma uzasadnienia.

III

Lewica definiuje rodzinę jako miejsce zniewolenia kobiety i narządzie utrzymywania patriarchalnego ucisku. Dlatego nie musi tu dywagować, każde rozbicie rodziny zmniejsza przemoc w rodzinie. Z kolei przemoc w rodzinie zastępczej nie wlicza się do przemocy w rodzinie. Zaraz tam wprowadzi się standardy WHO i pouczą o masturbacji i negocjowaniu satysfakcjonującego seksu. Dweunastolatka to już dawno wiek zamążpójścia tam osiągnęła. Ale to dygresja taka. Wszystko to jest jedna i ta sama marksistowska dialektyka, którą każdy powinien od razu rozpoznać. Widzę spory entuzjazm tam dla opresyjności państwa lewackiego, które dopuszcza się nieuzasadnionych aktów przemocy. Że państwo to niby może. Takie to jest towarzycho. Dopuszczają się tam potwarzy, że niby jakaś tam przemoc była i innych takich. Rozkręcają się powoli.

IV Psychopatia

Zauważcie, że gdyby ów Denis został ustanowiony rodziną zastępczą i on by dostawał kaskę na dzieci a nie Muhammad to by nie musiał pracować i by mógł więcej czasu poświęcić dzieciom i nie trzeba by było ich odbierać. A jakby dostał odszkodowanie za represje od rządu Szwecji to też by mógł poświęcić dziewczynkom więcej czasu. A jakby faktycznie chcieli pomóc to pracownik opieki społecznej by pomógł.

Oprócz lewicy problemem jest psychopatia. Zresztą jeden pies. Psychopata nie odczuwa czegoś tam. O – emocji nie odczuwa więc jemu wszystko jedno w jakiej rodzinie mieszka. Nie rozumie takich aspektów ludzkości jak więź emocjonalna. Więc nie widzi problemu w oddzieleniu dzieci od rodziców i oddaniu innym rodzicom.  Jemu samemu to nie przeszkadza zupełnie.  Wiecie, ilu ludzi by chciało zostać oddanych za młodu za granicę gdzieś? By mieli kasiory w bród i nie musieli by się męczyć. Już by byli zadomowieni na zachodzie a nie teraz na obczyznę wygnanie.

Wynaradawianie Ruska

Posted: April 5, 2019 in Uncategorized

Ostatnio Rusek ucik do nas, ale nie z Moskwy więc się nie liczy. Ze Szwecji uciekł Denis Lisov wraz z córkami, chroniąc się przed tamtejszym terrorem. Córki mu zabrali. Nie wiem, czy nie ma promów do Królewca? Bład zrobił jednak, że do Polski zwiał a nie bezpośrednio do Rosji. Może do Obwodu Kalingradzkiego by się przedostał? Tak to chycili go  na lotnisku jak do wspomnianej Moskwy się przedzierał. Pewne państwo teoretyczne się objawiło, bo o mało nie wydali dzieci przybyłemu podejrzanemu elementowi szwedzkiemu, który po nie przyjechał. Powinni na gruncie formalnym procedować, jak nie ma świstka to nie ma gadki. A owi Szwedzi stosownych papierów nie posiadali, przeto powinni ich rzucić na glebę i skuć za próbę porwania. Popatrzcie jak to wygląda:

image

Niechby ubrali się chociaż jak poważni ludzie w takich sytuacjach w garnitury itp. W każdym razie jedna dziewczynka przeraziła się owej rodziny zastępczej i dostała histerii i tylko dlatego nie wydali nasi. Źle to świadczy o przygotowaniu funkcjonariuszy do takich sytuacji.

II

Zastanówmy się jak doszło do tej sytuacji, która wzbudza furię lewicy z powodów następujących: raz że nie oddali dziewczynek owym muzułmanom, co stanowi bezprecedensowy akt islamofobii a dwa że zostawili dzieci przy ojcu. Z perspektywy normalności sytuacja wygląda jednak zgoła odmiennie:

Zarówno ojciec, jak i dzieci są obywatelami rosyjskimi czy nie są? Chyba jednak są, co rodzi określone obowiązki na owych Szwedach, obowiązki wynikające z prawa międzynarodowego. Tu Gazeta Wyborcza nabiera jednak wody w usta i nie porusza jednak tematu. Sama sytuacja jest jednak poruszająca:

Rodzina przyjechała do Szwecji i mieszkała tam. Matka zachorowała jednak, czy może uwidoczniły się u niej objawy schizofrenii i ją zamknęli w psychuszce. Nie wiadomo, czy słusznie? W takiej sytuacji wiadomo, że pozostała część rodziny ma ciężko: ojciec raz, że musi się zajmować wychowaniem dziewczynek to dodatkowo zapewne będzie musiał orać ciężko, żeby zapewnić im byt. Brać nadgodziny i tyrać po 12 godzin dziennie. Dzieci będą musiały przejąc część obowiązków matki, zajmować się jedna drugą i pomagać ojcu, czego by nie musiały robić gdyby matka była zdrowa. Ogólnie mają ciężko i normalny człowiek rozumie, że potrzebują wsparcia rodziny, znajomych itp. Nawet państwa. Zarówno materialnej, jak i wychowawczej czy nawet psychologicznej.

Jaki jest tok myślenia lewaków? Ano taki, że zabrali dzieci ojcu i dali jakimś obwiesiom razem z ciężkimi pieniędzmi. I tu Wyborcza tez nie naświetla, jaką kasę dostała owa rodzina zastępcza za znęcanie się nad dziećmi. Mit o ochronie dzieci przed przemocą jako przyczynie odbierania ich rodzicom pokazuje dowodnie tutaj swój fałsz. Do ojca nie było żadnych takich zastrzeżeń, odebrali mu dzieci bo sobie rzekomo nie radził. Niech zatem jeden z drugim lewak poda uzasadnienie ograniczenia mu kontaktów z dziećmi? Tego nikt normalny nie jest w stanie pojąć, a lewaki uzasadniają tak, że sąd może podjąć taką decyzję więc podjął i nie ma co drążyć tematu. W ogóle o co tu chodzi i dlaczego? Sam podejmowałem niejednokrotnie ten temat np:

https://www.salon24.pl/u/smocze-opary/395335,kidnaping
Podsumowanie:

Pora wprowadzić termin wynarodowienie: odebrali dziewczynki ojcu żeby je wynarodowić i pozbawić tożsamości. Coś jak wywożenie polskich dzieci ze Zamojszczyzny w czasie II Wojny przez Niemców. Szwedzki reżim pokazał tu swoje krwiożercze oblicze raz a dwa swą nikczemność. Co na to feministki? Czy walczą z krzywda dziewczynek? Gdzie jest Szczuka? Gdzie jest Środa? Gdzie jest Płatek? Gdzie jest Nowacka? Gretkowska gdzie jest? Czy one uważają że pokrzywdzone dziewczynki to kobiety?

Trzeba ten temat rozwinąć, bo jest on źródłem nieustających a niepotrzebnych kontrowersji: Nie ma obiektywnych kryteriów, są subiektywne. Każdy ma swoje. Ludzie, często poprzez wzajemne interakcje łączą się we większe i mniejsze grupy, które mają zbliżone kryteria. Może też tak być, że chwilowo wszyscy będą mieli jakiś zbliżony pogląd. Ludzie są też kształtowani odgórnie przez np. filmowców i filmoznawców. Jesteśmy jacy jesteśmy i cóż poradzimy na to?

Problem się pojawił w momencie sukcesu OT (Oryginalna Trylogia: Nowa Nadzieja, Imperium Kontratakuje, Powrót Jedi. Takich filmów już nie ma), zbudowanej wg konkretnych zasad i konkretnego podejścia. Jakaś nowa przygoda, efekty, zasady budowania akcji i bohaterów. I teraz fani oczekują tego samego a tamci nie chcą dać. Pisze o tym, bo tu ktoś wspominał ostatnio o obiektywnych kryteriach. Otóż nie ma. Można mówić o kryteriach intersubiektywnych. Istnieją np. ludzie, którzy mają zupełnie inne kryteria i Gwiezdne Wojny nie podobają im się w ogóle, choć normalsom może wydać się to niemożebnością.

Podkreślam, że mówię tu o wszystkich ale to wszystkich bez wyjątku zasadach, kryteriach i innych takich. Np. jeden powie, że w filmie powinien być sens, a drugi powie, że żadnego sensu ma nie być i totalny chaos jest wskazany. Jeden powie, że ma być cokolwiek widać, a drugi. że wcale nie. Czemu aktor ma odgrywać tą samą postać przez cały film? Jeśli w jakiejś społeczności dominuje określone spojrzenie to trudno się wznieść ponad i pojąć, że ktoś ma inne spojrzenie.

I wyobraźmy sobie, że spojrzenie twórców obecnie jest inne, np. nie chcą już robić filmów przygodowych tylko dramaty psychologiczne produkcji czesko-enerdowskiej.  Spowodowałoby to rozdźwięk w ocenach filmu, który oceniany wg. kryteriów dramatycznych będzie dobry, a wg. kryteriów przygodowych beznadziejny. I teraz muszę wprowadzić drugi trudny termin: socrealizm. Socrealizm to był kierunek we wszelakiej sztuce, który zmienił wspomniane kryteria: sens, logika, akcja, bohaterowie -wszystko to zaszło na plan dalszy. Nowa ocena skupiała się na pokazaniu klasy robotniczej, sojuszu robotniczo-chłopskiego, walce klasowej i tym podobnej sieczce. I tym samym powstawały straszne paździerze, których nie da się oglądać. Na tym przykładzie pokazuję, jak wyglądają w praktyce różnice w podejściu do sztuki. Gwiezdne Wojny wg. kryteriów socrealistycznych to totalne dno, nienadające się do oglądania. Czy jednak na pewno?

II

Skupmy się jednak na naszym podwórku czyli na kinie przygodowym inspirowanym bajkami, baśniami, mitami i wszelakimi opowieściami tego typu. Nieoczekiwanie ludzie od zawsze lubili ciekawe historie, a nudnych nie bardzo. Weźmy tego Gilgamesza czy tam coś. Podobnie jest z filmami: ciekawa fabuła okazuje się jednak pewnym atutem, podobnie wiarygodni bohaterowie. Jednak mamy tu ten subiektywizm i konserwatyści wielowiekowi mają specyficzne oczekiwania:

Wiarygodny bohater musi się rozwijać, stawać przez coraz trudniejszymi wyzwaniami, ale i męczyć się. Jakoś się tak złożyło, że potrzebuje on też wsparcia i nauczyciela, który pokieruje go. Jest to zgodne z doświadczeniem ludzkim, genialnych samouków jest ilu?

I Rey dlatego przeżywa męki nieakceptacji: wszystkiego uczy się sama, nikt jej nie pomaga. Nauczyła się sama naprawiać Sokoła Millenium, pilotować wspomnianego Sokoła, walczyć mieczem świetlnym, korzystać z mocy w sposób zaawansowany. Nie wiadomo, gdzie i kiedy. W OT mamy tradycyjne podejście, Lukowi pomaga Obi Wan Kenobi i -o czym wielu zapomina – Han Solo. Obejrzyjcie sobie Nową Nadzieję zwracając uwagę na wiedzę przyswajaną prze Luka od Hana. Ale to dygresja taka jest. Powiedzmy sobie nie przyłożyli się jednak wtedy zbytnio i ponaciągane są te nauki jednak. Ale są. I tu mamy przejście do chwytów fabularnych, które zostały użyte:

I tak: zawieszenia akcji: nie wiemy ile czasu zajmują bohaterom różne czynności. Sokół leci na Alderaan przez jakiś dłuższy czas, podobnie Leia siedzi w lochu na Gwieździe Śmierci. Nie wiemy dokładnie ile, ale wiemy, że to jest ten sam okres czasu. W Imperium Kontratakuje Sokół leci na Bespin i Luke szkoli się u Yody. Lawirują tutaj, ale przez te niedopowiedzenia wywołują u widza wrażenie, że Luke ma dość czasu na naukę. W Matrixie jest już dużo lepiej i szkolenie Neo jest o wiele bardziej wiarygodne. Że nie wspomnę o filmach kung-fu. Tam ponieważ bohater musi pokazać wirtuozerię więc szkolenie musi być ciężkie i długie, aby był on wiarygodny. Oczywiście jeśli mamy schemat “od zera do bohatera”.

Efekt skali: Ponieważ bardzo trudno jest przedstawić wiarygodnie walki w skali całej galaktyki, w dodatku nawiązując do wzorców westernowych, szermierkowych i drugowojennych przeto sprytnie pokazują mały wycinek działań. Nowa Nadzieja zaczyna się od zdobycia małej korwety, potem mamy szturmowców dokonujących prymitywnych działań exterminacyjnych, potem ucieczka na Alderaan, zniszczenie Alderaanu i w końcu Bitwa o Yavin. Ponieważ Vader jest siepaczem Imperatora, potężnym, ale jednak sługusem mamy świadomość, że oglądamy jedynie mały wycinek. Podobnie jest w Imperium Kontratakuje, gdzie widzimy wydzielone odziały walczące z rebelią i ścigające Sokoła. I mamy świadomość, że gdzieś tam jest reszta, zarządzana przez owego straszliwego Imperatora, który nawet nie pojawia się w filmie, czyli jest inną ligą. Na jakimś niebotycznym poziomie się znajduje. Ale jeśli w Ostatnim Jedi Kylo Ren i Hux – czyli dwaj głównodowodzący – siedzą razem w jednym stateczku i osobiście prowadzą atak na dwustu rebeliantów to powstaje pytanie, o co tu chodzi? Kto dowodzi tym całym Najwyższym Porządkiem dokonującym właśnie inwazji galaktyki? I czy dowodzący poszczególnymi desantami nie mają aby o wiele większych sił pod sobą? To czemu nie jest to film o nich? A jak wiarygodny jest Snoke goniący osobiście jeden krążownik, któremu przez ileś tam godzin cała First Order nie może nic zrobić? Niewiarygodnym jest kompletnie.

Aby uzyskać uznanie bohater nie może być idiotą. Może być lekkomyślny, impulsywny, nawet naiwny. Ale idiotą nie może być. Piszę tu rzecz jasna o wiceadmirał Holdo, której z jakiś przyczyn nie znał Poe. A przecież nie było tam I tam znaczy tu w Rebelii, którą teraz nazywają Ruchem Oporu czy jakoś tak) takiego tłumu admirałów, aby można było nie znać wiceadmirała. W każdym razie ma ona nam zaimponować śmiałym i przemyślanym planem. Tyle, że plan ten jest idiotyczny. Mówiąc krótko scenarzysta wykorzystał motyw jaskini: grupka ucieka przed pościgiem, ktoś tam wie, gdzie jest jaskinia i trzeba zmylić tropy, aby się bezpiecznie schować Na Ziemi to zadziała a w kosmosie nie, bo planeta tym różni się od jaskini że jest ogromna. I nie można jej schować bo dookoła planety jest próżnia, czyli nie ma nic. Aby plan Holdo wypalił musiałaby ona założyć, że pościg przeoczy planetę tak, jak można przeoczyć jaskinię na ziemi. Czyli założyła ona, że tamci to idioci. A skoro tak to czemu trzęsą oni galaktyką? Jest to niewiarygodne zupełnie.

III

Było wrażenie takie, że Disney kupując Lucasfilm wie co robi i ma jakiś plan. Była tez nadzieja, że nie po to kupił Gwiezdne Wojny aby odstawiać taką manianę, jaką strzelił Lucas w Trylogii Prekłeli. Nadzieja ta okazała się płonną. Ani Disney nie wie, co chce pokazać, ani nie umie jakoś dopilnować jakości. Jest to oczywiście opinia subiektywna, zgodnie z tym, co napisałem na początku. Być może Disney próbuje zmienić gusta widzów. Coś jakby puszczać ludziom dramaty psychologiczne czesko-enerdowskie i liczyć, że w końcu je polubią. Można próbować zmienić masowy gust. Powiedzmy jeśli ktoś lubił opowieści o baranie wypchanym siarką, Waligórze i Wyrwidębie, o walkach ze smokami, o połowie królestwa i królewnie w nagrodę (i odpowiedniki na całym świecie) to spodobają mu się klasyczne Gwiezdne Wojny. A nowe? Tu już może być ciężko. Może faktycznie teraz jest zapotrzebowanie na nowy typ bohatera dokonującego kompletnej autokreacji? Może odbiorcy nie zwracają uwagi na logikę wydarzeń? Nieszczęsny los transformersów pokazuje, że jednak trochę zwracają.

Ważne jest, aby precyzyjnie definiować i opisywać problemy. Weźmy teraz na warsztat zarzuty o feminizm. Jest tu podstawowa niejasność: czy feminizm zakłada wspomnianą przeze mnie autokreację bohaterki, czyli Rey? Nie mogli zrobić po staremu, czyli dać jej jakąś mentorkę (Leię? Holdo?) która uwiarygodni postać? Od odpowiedzi na to pytanie zależy werdykt. Ludzie kupiliby bez większych oporów Rey skonstruowaną klasycznie. Analizując wielokrotnie zarzuty stawiane tej postaci stwierdzam autorytatywnie, że mają one charakter pretekstowy. Ludzie widzą, że jest źle ale nie potrafią precyzyjnie zwerbalizować własnych przemyśleń. Wróćmy teraz do Holdo i zajmijmy się totalnym fiaskiem jej poczynań. Z logicznego punktu widzenia jej plan był bezsensowny i doprowadził do rzezi rebeliantów. Może jednak dożyliśmy takich czasów, w których nie robią takie akcje na ludziach większego wrażenia? Dodatkowo za późno wpadła na pomysł taranowania, jakby na początku filmu taranowali to wielu problemów by uniknęli. Poważnie ją to obciąża. Nie da się nie zauważyć, że to rządy kobiet: Lei i Holdo doprowadziły do katastrofy. W czasach Imperium Kontratakuje tak nie było. Ma rację zatem jeden filozof wywodząc, że mamy tu feministyczną propagandę? Może właśnie antyfeministyczna jest? Najgorsze jest jednak, że rzeź ta nikogo nie obchodzi: w czasie niszczenia statków osobniki za plecami Poe rozmawiają beztrosko, podobnie na końcu ocalali cieszą się i radują, a polegli przed chwilą towarzysze nie obchodzą ich wcale. To już jest socjopatia, ale może w takich czasach żyjemy?

Powiedzmy sobie szczerze: gdyby Disney szczerze wyznał, jakie ma plany uniknęlibyśmy obecnego zamętu. Co tydzień na Jutupce pojawia się bowiem wiele filmów krytykujących Ostatniego Jedi całego, jak i poszczególne aspekty. `Nie byłoby tego wzmożenia, gdyby linia ideowa stojąca za sekłelami została oficjalnie podana. Wtedy konserwatyści raz wylali by swe żale i koniec. A teraz każdy powoli rozgryza wszystko sam i powoli żali się na necie. Z kolei rewolucjoniści ucieszyli by się jawnie. Z punktu widzenia socrealizmu Gwiezdne Wojny nie są już bezwartościowe bo mamy w Hanie Solo pokazaną rewolucję październikową, czyli wyzwolenie robotów spod tyranii. Dodatkowo wyzwolenie społeczne, romanse ludzko-robocie. Leninę Trzecią (L3!). W Thorze Ragnaroku tez byłą rewolucja i jak ktoś oglądnął Thora przed Solo to Solo wychodził na wtórnego. Ja akurat odwrotnie oglądnąłem i Thor jest wtórny. Przejdźmy jednak do samej postaci Hana Solo. Przed filmem dotykał go hejt ale po premierze ucichł, bo jako postać w miarę daje radę. Podobnie młody Lando. Zgodnie z klasycznymi, odwiecznym zasadami kreacji bohaterów zbudowani oni są. Dlaczego sam film zrobił klapę to temat na oddzielne rozważania. Niestety nie wiadomo do końca czemu film odnosi sukces albo ponosi klęskę. Często informacje zwrotne są mylące. Np. Łotr 1 z słabymi bohaterami osiągnął lepsze wyniki, przeto informacja zwrotna jest taka, że fajni bohaterowie są zbędni. I tak też teraz będzie. Ważne jest jednak, żebyśmy mieli jasne komunikaty od twórców. Żebyśmy wiedzieli, co oni tam tworzą i jakie kryteria stosują.

Stanisław Lem zaopiniował temat w sposób następujący:

Stor Trek człekokształtny i rysowany: wszyscy w bluzkach kolorowych, których nigdy prać nie trza (jakoż i nie piorą), nikt do wychodka nie musi (jakoż i nie chodzą), guziki naciskają i straszne różne potwory ogniorzygne ich atakują, ale nic nie będzie, reżyser nie pozwoli, żyć musi i stałych dochodów potrzebuje i to mnie uspokaja,(…)


Tym razem idzie mi o coś innego, mianowicie o to, skąd się bierze obecnie mój pesymizm w kwestii „humanoidalnych cywilizacji pozaziemskich”, czyli — bardziej „marzycielsko” — poszukiwania (sądzę, że daremnego) „braci kosmicznych w rozumie”. W naszym ludzkim rozumie, to trzeba pojmować niejako „samo przez się”, nie tylko dlatego, że trudzący się dla mamony, publiczności i telewizji Amerykanie wpychają na wszystkie miski satelitarne świata i we wszystkie kable na raz — tłok rzekomo panujących w kosmosie humanoidalnych ras, co się tak od siebie różnią, że jedni mają nosy rowkowane, inni olbrzymie uszy, albo noszą się w zbrojach à la imperium starorzymskie i pojawiają się z lubością w Star Treku na zasadzie „tu wlata, tam wylata, aqua destilata”. Traktowanie telewidzów jako kretynów wirtualnych, których możliwie prędko i definitywnie trzeba przekształcić w kretynów realnych, ta tak zacna aktywność zasługuje na przekleństwo osobno.


Swoja drogą jakby wrzucić jakiś felieton Lema na Salon to by się podniosła wrzawa straszliwa. Kolega Boba rozdarłby szaty z powodu ogólnej lekkości pióra i wielotematyczności. Forma takiego wywodu jest taka, żeby przypierniczyć komu się da, najlepiej jednym wtrąconym zdaniem.  Tymczasem naród wyraźnie się zawiesza w takiej sytuacji. Weźmy moich Trzech Muszkieterów, których jest czterech. Ileż tu jest możliwości interpretacyjnych? A jakie wieloznaczności? Wyuczony w szkole wstępu, rozwinięcia i zakończenia będzie się ich potem trzymał jak pijany płotu. Dlatego też celowo nie daję pierwszego punktu w moich wpisach. Punkt drugi jest bowiem graficznym przedstawieniem zwrotu “a po drugie”. Możesz powiedzieć “a po drugie” nie mówiąc wcześniej “a po pierwsze”. A że rozpoczęcie tekstu jedynka, czy słowem “wstęp” powodować może problemy z zajawkami, to inna inszość. Automat wrzuca początek pierwszego akapitu i jak tam jest tylko “I” to na tym poprzestaje.  Wracam jednak do naszych baranów w wydaniu ko(s)micznym:

SPOILERa nie będzie, bo i nie ma do czego:

II

Jak wiadomo nie ma pokazanego stanu nieważkości, bo byłoby to za drogie. Podobnie wszędzie jest ziemskie ciążenie. Teleportację wprowadzili też z powodu cięcia kosztów: inaczej trzeba by pokazywać w kółko jakieś promy, wahadłowce latające na planety itp. Pomysł, że jakieś przedwieczne ufoki zaprojektowały prototypy różnych humanoidów tłumaczy, dlaczego różne rasy kosmiczne są do siebie podobne Krzyżowanie się różnych tam kosmitów z nami i ze sobą zostało podobnie zaprojektowane odgórnie. Dlatego wystarczy pomalować aktorów, dokleić im jakieś grzebienie i rogi, czy tam ostre brwi i spiczaste uszy. Budżet to budżet. Ale przez te zabiegi nie mamy kontaktu ludzi z ufokami, ale ludzi z ludźmi. Zostajemy na naszym grajdole cały czas, tylko przeniesionym w kosmos. I w roku 2009 zrobili reset Star Treka, wyreżyserowany przez JJ Abramsa, znanego z Przebudzenia Mocy. Dobrze, że owo Przebudzenie zostało oparte na Nowej Nadziei, bo jak już Abrams coś wymyśli to tylko siąść i płakać:

Początkowa bitwa Star Treka  z 2009 roku jest nawet lepsza fabularnie niż start Ostatniego Jedi. Ten cały poród ma sens, bo lecą nie wiadomo ile, nie da się odesłać matki na porodówkę, walka może go przyśpieszyć. Stres jednak jest. Ale ten patos, który mu towarzyszy jest niemożliwy do wytrzymania. Tata leci taranem,  bo autopilot nie działa, rozmawia z matulą i ustalają imię dziecka. Weźcie. Że tam własną piersią je osłania to jest jednak bardzo OK.

I dlaczego nic nie mogą robić od razu tylko muszą się przygotowywać zawsze? Przygotowują się do tego i owego i nigdy nie zdążają. Trzymanie widza w napięciu to ma być?

Dalej jest o młodym Kirku juniorze, który widać że w rodzinie niepełnej się chowa. No nieważne. Dalej dostaje propozycję wstąpienia do floty i zostania kapitanem. Ile oni mają tych statków że robią jakiegoś leszcza bez doświadczenia kapitanem? Weźcie. I cała załoga leszczy?

Oś fabularna jak widzę opiera są na podróży w czasie i wszechświatach równoległych. Dlaczego ten konkretny wszechświat równoległy jest ważniejszy niż inne wszechświaty? Ten górniczy statek skoro wrócił to mógł dać swoim cynk o supernowej. Dowódca to jakiś patol bo przypiernicza się do Spocka z mordą, zamiast do supernowej się przypierniczyć. Itp itd. Mundurki głupawe mają te naziemne.

III

Młody Kirk, o którym mowa, urodzony w ogniu bitwy gwiezdnej jest pokazany jako osobnik niezrównoważony emocjonalnie. Jako dziecko o mało nie zabija się autem, jako młodzieniec szuka dymu i dostaje po ryju. Te cechy sprawiają, że oferują mu przyjęcie do floty. Tylko że zadymiarstwo to nic niezwykłego, sam znam paru gości z takimi skłonnościami. W każdym razie widzimy, jak się zmienia w czasie trwania filmu, rozwija. I ten wątek, chociaż poprowadzony nieudolnie, jakoś trzyma ten film. Coś tam robi, biega, kombinuje. jest to pewien plus. Jest lepiej zorganizowanym bohaterem niż Rey starwarsowa. Nie jest idealny, popełnia błędy, ma mentorzycę, takie podstawy zachowali.  Spock za to występuje w dwóch osobach i jest zrobiony źle.

Nie wiadomo zatem w ogóle, jak ocenić ten poroniony płód sztuki filmowej. Zastanawiam się poważnie, czy teoria spiskowa nie znajduje zastosowania tutaj i czy selekcja negatywna nie obowiązuje w Hollywood: preferują beznadziejnych scenarzystów. Tak to efekty by mogły być, Kirk by mógł być ale historia bez sensu. Tylko momentami ta ich szarpanina wciąga.  I tu powinienem napisać coś o drugim filmie, który jest jeszcze gorszy niż ten, ale nie mam przekonania. Star Trek z Łysym (Piccardem) to były przygody jakiejś w miarę ogarniętej grupy ludzi. Wyidealizowany obraz ateistycznego etosu astrobadacza. Ideał humanizmu hiperprzestrzennego. Wszystko to kompletnie nierealne, ludzie zamknięci na tak niewielkiej przestrzeni, nie mający nic sensownego do roboty przez większość czasu zajmuję się piciem, ruchaniem, wytwarzaniem narkotyków, żrą się ze sobą itp. Słowem – szajba im odbija a wzajemne animozje rosną. Mówią nam o tym relacje z wypraw w Himalaje, długich rejsów żaglowych itp. Ale niech mają. W nowym ST mamy bandę nieogarów kompletnych połączoną z sztampowymi wątkami wojskowych ogarniętych pragnieniem wojny, jakiś spisków i innych takich. Rzymianie jeszcze są.

Zamiast podsumowania

Oddałem się pogłębionej refleksji i dostrzegłem negatywny aspekt hekatomb i rzezi. Teraz jest on nasilony i mnie się nie podoba, w ogóle nie chcę oglądać hekatomby bo jest mi smutno. Całosciowo nie da się nowego Star Treka jakoś podsumować, bo jest za dużo chaosu. Nowe seriale są na szczęście dostępne tylko na Netflixie i nie muszę tego oglądać. Dlaczego mam cierpieć? Idę sobie pooglądać kilka odcinków Łysego.

PS: Wywody Lema zaczerpnąłem ze zbioru Sex Wars. Macie jeszcze jeden na koniec, dłuższy:

Przyznaję, że socjalizm pojawił się jako tzw. epitheton ornans, ale moja ocena amerykańskiej SF niestety nic a nic się od tych ponurych czasów lizusostwa nie zmieniła. Kilka dni temu — piszę piątego września 1993 roku — oglądałem w SAT 1 odcinek rozciągniętego na lata serialu Star Trek. Jak można się z niego dowiedzieć, kosmos jest zapchany milionami cywilizacji, natomiast amerykański statek „Enterprise”, przypominający — mnie przynajmniej — oświetlony omlet z dwiema rurkami na widelcach (?), natrafia (takie spotkania są tam normalką) w pobliżu „strefy neutralnej” na statek jakichś Odmieńców (przepraszam za to, żem nazwy ichniej planety nie spamiętał). Ci Obcy, pokazani we wnętrzu swego pojazdu, mają na głowach rodzaj trójzębnych hełmów i przykre wyrazy twarzy, poświadczające ich paskudę (jakoś zdaje mi się, że odrobinę do Japończyków są podobni, ale to może moje złudzenie). Oczywiście posiadając bomby atomowe „starego typu”, promienie różnej śmierci, pole typu „czapki niewidki” i masę okrucieństwa, atakują „Enterprise”. Do tego, że cały kosmos w amerykańskiej SF mówi po angielsku z amerykańskim akcentem, jużem się zdążył przyzwyczaić, jak i do tego, że kapitan „Enterprise” (w takim barwnym sweterku, pisałem o nich kiedyś w „Odrze”) odpowiada ogniem na ogień, i że kontakt ziemskiej cywilizacji z obcą kończy się rozwaleniem statku Obcych w drobny mak; przy czym w „bezpośredniej transmisji” z pokładu Obcych Paskudników ichni kapitan, konając, zdążył jeszcze uznać wyższość amerykańskiej ziemskości, sam zaś ze względu na poszkodowany porażką honor, wysadza resztę korabia w próżnię (bo wszak powietrza tam jak gdyby nie ma). To, że właśnie taki jest normalny poziom i normalna treść amerykańskiej SF, na czele ze Star Trekiem, które lecą już w The New Generation (i w tej nowszej wersji, chociaż mi to dziwne, odnajduję rysy, zdające się potwierdzać moje domniemanie, że styl i fabuły zostały ściągnięte z realizmu socjalistycznego w jego kiczowatej skrajności), nie stanowi mej halucynacji, więc się do niezmiennego stanowiska w sprawie SF Amerykanów razem z ich kapitalizmem nadal przyznaję. Dokładniej (jeśli warto) mówiąc, „soc” amerykańskiej SF mniej więcej stanowi koktajl elementów macho z produkcyjną słodyczą propagandową. Ażeby się tą komparatystyką nazbyt nie utaplać, spróbuję esencję jej wyłożyć zwięźle. Główną cechą „soca” było to, że się jako beletrystycznie prezentowana rzeczywistość za cholerę nie pokrywał z tą rzeczywistością, w której obywatele po prostu żyli i w tym też dystynkcja główna zwizualizowanej w Stanach SF. Poza uniwersalnym angielskim językiem, który w końcu można by uznać za uproszczenie, mające ułatwić percepcję kosmiczności, panuje też w całym uniwersum dokładnie ziemskie ciążenie, każdy zaś konflikt międzygwiezdny z reguły poprzez stadium walki na różne promienie i pola kończy się (przez „zgęszczenia przestrzeni” i „regulacje upływu czasu” oraz „telegrafowanie osób działających” w tę i we w tę z planety na statki i z powrotem) najzwyczajniej normalnym mordobiciem, z dość częstym zastosowaniem kopniaków. Przyznaję, że w zasadzie całych odcinków serialu nie oglądam, lecz najmocniej poraża mnie socrealistyczna dyferencja, mianowicie już chyba każdy widz oglądał wnętrza autentycznych pojazdów orbitalnych czy księżycowych, każdy zna zatem pozaziemski stan rzeczy, lecz to w niczym nie : przeszkadza autorom tych bałwaństw: produkują niezmienną SF, nie chcąc zrezygnować ani z fałszowania fizyki, ani 3 charakterów i postaw. Kubek w kubek było to za „soca”, gdyż żądano od nas pokazywania rzeczywistości zakomenderowanej, a nie rzeczywistej, którą cenzurowano. Cenzury niby ? w USA nie ma: myślę wszakże, że działa i jest, tylko przemieszczona tak, żeby każdy musiał uznać kosmos za przedłużenie American way of life. To już teraz nie wiem, komu : moje lizusostwo ma służyć: albowiem służbę prawdzie bez przydatków terudno jakoś uznać za wazeliniarstwo.

Przed eurowyborem

Posted: March 8, 2019 in Uncategorized

59afdc3b69b70_pPrzedstawiam możliwy scenariusz wydarzeń tak straszliwy, że aż straszny. Sam nie wierzę w możliwość takiego przebiegu wydarzeń. Nie mieści mi się bowiem w zakresie pojmowania możliwość powtórzenia przez PO roku 2015. Tzn że bezrefleksyjnie powtarzać te działania, które przyniosły im klęskę wtedy. Że se wymyślą jakiegoś Bronka-bis który będzie opowiadał podobne kocopały jak prawdziwy Bronek wtedy. Tzn jest premierzyca Ewa Kopacz, która rzuca kamiorami w dinozaury. Ona niepośrednią rolę odegrała w spowodowaniu klęski PO w 2015 roku, teraz też może się przysłużyć. Wszystko przez brak czystek personalnych po klęsce. Może być tak:

PO idzie w stronę skrajnej lewicy i do eurowyborów przystępuje pod hasłami karty LGBT, propedo standardów  WHO i innych takich. Pociąga za sobą całą koalicję, która pogrąża się w konkurencji z Wiosna Biedronia. Biedroń nie dostanie subwencji po wyborach parlamentarnych. W każdym razie będą walczyć o elektorat 5% lewackiego oszołomstwa skrajnego. Na tej walce może zyskać Robert Gwiazdowski ze swoim hasłem Fair Play. Przepłynie do niego elektorat centrum, podobnie jak kiedyś do Kukiza. Gwiazdowski może odegrać podobną rolę jak Kukiz wtedy: kolejna grupa elektoratu podległościowego przejdzie do obozu niepodległościowego. Gwiazdowski wyraźnie pozycjonuje się bowiem w tym obozie, jako jego część liberalno-gospodarcza. Nie mam coś zaufania do tego ugrupowania. Zanadto przypomina bowiem typowy sposób kształtowania areny politycznej u nas, czyli wrzutkę przed wyborami.
Okazać się może łacno, że poparcie dla Koalicji Europejskiej spadnie do poziomu poparcia dla samego PO. Kaczofoby, które nie chcą głosować na Platformę Obywatelska nie przełamią się, tylko wybiorą Wiosnę, albo właśnie Gwiazdowskiego. Gwiazdowski to taki Korwin bez odjazdów, może się zatem utrzymać. Jest w stanie być akceptowalnym dla centrowców poszukujących normalności, symetrystów i innych takich. Kaczofob popierający Gwiazdowskiego może się nie zorientować, że przeszedł do obozu kaczystowskiego, ale łatwiej będzie mu ewoluować dalej.

Straszenie ludzi PiSem w sytuacji, kiedy widać, że się tegoż Kaczora nie boją jest niepoważne. Z kolei kaczyści mogą zyskać na wsi, którą sobie zrazili zakazem hodowli zwierząt futerkowych, zakazem handlu ziemią, etc etc. Ale w sytuacji, kiedy PSL przystąpił do koalicji LGBT jest o kogo się bić i można tu pozyskać elektorat. Może też w centrum coś tam pozyskać. Koalicja różnych osobników znanych z tego, że budzą kontrowersje może zaś odebrać Kaczorowi głosy zawiedzionych niespełnieniem obietnic. W końcu trzeba się przebijać. Korwin, Braun, Liroy, Jakubiak, Godek. Sam nie jestem tu obiektywny bo w eurowyborach na Kaję Godek będę głosował. Ale w parlamentarnych już raczej na Kaczora ostatni raz.

II

Warunkiem ziszczenia się tego scenariusza jest totalne porąbanie Schetyny. Nabrał on na listy do europarlamentu jakiś starych dziadów jak Miller, Cimoszewicz, Belka, Zemke i brakuje miejsc biorących dla Platformersów. A Gasiuk-Pihowicz dostała. Kazio Marcinkiewicz nie dostał, a jego kandydaturę akurat naród by zrozumiał. Alimenty ma do wypłacenia, więc kaska mu się przyda. Spłaciłby Isabel. Kijowskiego powinni też wystawić. Okaże się, czy Schetyna wycyckał tamtych (w sensie koalicjantów) i wejdą głównie platformersi, czy jednak nie. Wewnętrzna walka w PO, w Koalicji będzie ciekawym obiektem do obserwacji. Ewa Kopacz startuje. Widzę, że Tusk poniósł porażkę bo jego Ruch 4 Czerwca w ogóle nie powstał. Czy powstał?

III

Nie doceniacie elektoratu propedo. Nieoczekiwanie spore grupy lemingów opowiadają się za standardami WHO, czyli za molestowaniem dzieci, zmuszaniem ich od czynności seksualnych i innych takich. Żebyście się nie dziwili poparciu dla takich działań. Niestety tak jest. Nie jest to elektorat na tyle liczny, aby sam wygrał wybory kaczofobom. Bardziej prawdopodobnym jest tryumf kaczystów wsparty dobrym wynikiem Gwiazdowskiego i Konfederacji. Biedroń zaś żwawo podąża szlakiem Palikota. Platforma obciążona jest wycofaniem się Trzaskowskiego z obietnic przedwyborczych, obcięciem pomocy niepełnosprawnych i tramwajem różnorodności. Jak pod tymi hasłami pójdą na wybory to nie wróże powodzenia. A trudno będzie się im wycofać z tego.

Na zdjęciu: Kaja Godek, moja kandydatka do Europarlamentu

Taka jest wymowa owych standardów WHO (Światowa Organizacja Zdrowia): jak dziecko chce uprawiać seks to może a jak nie to nie. Nie ma w tym WHO nic o tym, że jak chce to nie może. Ta prosta teza spotkała się z furią i gwałtowną reakcją. Co ciekawe dyskutanci podawali jako kontrargumenty fragmenty potwierdzające moją tezę np:

  • Wyznaczanie granic i wyrażanie życzeń, unikanie niezabezpieczonych lub niechcianych doświadczeń seksualnych
  • Odmowa podejmowania niechcianych doświadczeń seksualnych
  • seks powinien odbywać się za zgodą obu osób, być dobrowolny, równy, stosowny do wieku i kontekstu, zapewniający szacunek dla samego siebie)
  • Akceptacja różnych sposobów wyrażania seksualności (pocałunki, dotykanie, pieszczoty itp.)

Nigdzie tu nie ma, że jak chce to nie może. Takiej treści w całych standardach nie ma, choćby sam Rabiej z Jacykowem interpretowali. I Szczuka na dodatek. Tamte z kolei idą starą linią zamglającą, na którą nikt myślący nie może dać się nabrać: a to że przyjęcie standardów WHO oznacza, że nie będą ich realizować bo są bez sensu. A to, że nie ma w nich tego, co jest. A za jakiś czas stwierdzą, że skoro przyjęli standardy to po to, żeby je realizować i największy hardkor wprowadzać. Że niby mamy “maksimum programowe, z którego nauczyciele/opiekunowie mogą sobie tematy wybierać” skoro będą wybierać największe zboczenia? Bo czemu nie? Jeden tam zaczął dywagować, że nie będzie miał kto uczyć dzieci masturbacji. Otóż znajdzie się chętnych aż nadto: erotomany-gawędziarze. latarniki, pontony, exhibicjonistyka, aktywiści, wreszcie nauczyciele po linii urzędowej. Dostaną polecenie od dyrektora, żeby uczyli to będą uczyć. Tak będzie.

II Powstaje jednak pytanie: co w zamian?

Ponoć jest coś takiego jak psychologia rozwojowa i ona wywodzi, że jest jakiś wiek immunizacji, poniżej którego nie dociera, w ogóle różne rzeczy ponoć twierdzi tylko teraz owi psychologowie nabrali coś wody w usta.

Dwa: niekoniecznie musimy przyjmować punkt widzenia erotomana-gawędziarza, bo takie osobniki są bardzo uciążliwe we współżyciu społecznym. Te ich opowieści nudne są bardzo. Zatrzymajmy się jednak na problemie celu:

Jakiś tam ród zawodowych morderców stawiał sobie za cel wychowanie dzieci na morderców. W tym celu dawał im od maleńkiego czaszki do zabawy, dręczyły zwierzęta itp. LGBT chce wychować dzieci na erotomanów niezdolnych do trwałych związków, zmieniających partnerów itp. A my? Na normalsów zdolnych do założenia rodziny. Na tym się skupmy.

Dziesięciolatki są za małe na seks i już

Dwunastolatki też

III

Propagandzisty pisoskie twierdzą, że w Anglii wprowadziło edukację seksualną i obniżył się wiek zachodzenia w ciążę przez nastolatki, wzrosła liczba tych ciąż itp. No to obniżyli wiek edukacji seksualnej i jeszcze się obniżył. No bo tzw. edukacja wzmaga takie zachowania. Z kolei w Anglii muzułmańscy rodzice wycofali dzieci ze szkoły z powodu lekcji LGBT. Ponoć lekcje odwołali. Obserwuję takie wydarzenia bo widać, kto tam stoi wyżej w hierarchii. Do tej pory islamiści stali wyżej niż LGBT i chyba to się potwierdza. Czyli islamistów LGBT nie obowiązuje. Co im ujdzie to tym stojącym niżej nie ujdzie. Pisałem o tym kiedyś. Dlatego Rabiej straszy procesami za podciąganie LGBT pod pedofilię. Widać, jak ważna jest reforma sądownictwa, bo sędziowie przestają udawać że kierują się jakimiś ustawami. Musimy przeprowadzić w ramach retorsji zakaz podciągania pedofilii pod Kościół bo się nie da. W ogóle program wprowadzenia państwa wyznaniowego należy przygotować, o czym wkrótce.